Trochę słońca zimą, czyli naturalny samoopalacz

Zima u Nas w pełni, może nie za mroźna, ale niezaprzeczalnie dni są krótkie i brak Nam przez to słońca. Słońce nie tylko Nas rozgrzewa i nadaje skórze piękny złoty odcień, ale też jest niezbędne do syntezę witaminy D3 (cholekalcyferol) w skórze, dlatego tak ważna jest suplementacja cholekalcyferolem zimą, kiedy dostęp do naturalnego światła jest ograniczony. Ale nie to będzie tematem tego posta, bo dziś podejdę do  kosmetycznych właściwości słońca, czyli zajmę się naturalnym zbrązowieniem naszej skóry. 

Oczywiście najbardziej naturalne opalanie zawdzięczamy słońcu, ale kiedy takowego brak, też trzeba sobie jakoś z tym poradzić. Dla Każdej z Was, która nie lubi bladego lica istnieje kilka zimowych rozwiązań. Pierwsze, i chyba najgorsze, to solarium, które ja z pełnym przekonaniem odradzam (rak skóry, przedwczesne starzenie skóry itd.). Druga opcja to samoopalacze w kremie lub chusteczkach, które prawie zawsze zawierają DHA (dihydroksyaceton). Skrót odrobinę mylący, ale nie ma on nic wspólnego z kwasem omega-3 DHA, (inaczej kwas dokozaheksaenowy). Samoopalacz z DHA jest teoretycznie niegroźny, ponieważ działa tylko powierzchniowo, ale niestety powoduje przesuszenie skóry, a co najgorsze, po godzinie po aplikacji wydziela się zapach reakcji chemicznej pomiędzy DHA a aminokwasami w skórze, który dla niektórych z Nas jest nie do zniesienia.

Istnieje też trzecie rozwiązanie, które przedstawiam w dzisiejszym poście – naturalny samoopalacz w kremie, na bazie maceratu z marchewki. Jest on bogaty w wiele składników mineralnych i witamin, oraz przede wszystkim beta-koaroten , który odpowiedzialny jest za ten przepiękny pomarańczowy kolor oleju. Samoopalacz na bazie maceratu z marchewki nie tylko nadaje skórze ciepły, matowy kolor świeżej opalenizny, ale również zwiększa jej elastyczność, giętkość i zapobiega przedwczesnemu powstawaniu zmarszczek. Poza działaniem brązującym, karotenoidy zawarte w marchewce przyspieszają regenerację naskórka oraz zmniejszają stan zapalny, dzięki temu samoopalacz może być również stosowany jako krem po kąpieli słonecznej, który zmniejszy podrażnienie skóry i uwydatni opaleniznę. Samoopalacz z marchewki wzmocniony jest masłem waniliowym, które nadaje przepiękny zapach kosmetykowi, przez co nie ma potrzeby dodawania olejków eterycznych.

Przy użyciu maceratu z marchewki trzeba pamiętać o tym, że jest on bardzo wrażliwy na wysoką temperaturę i światło, oraz że w dużych dawkach farbuje skórę, włosy i ubrania, dlatego używamy go w stężeniu do 2-3% całego kosmetyku.

Przepis

Ilość: 40,0 g (ok. 50 ml)           Czas przygotowania: 30 min           Trudność: Średnio Trudne

Przygotuj: Zlewkę na 100 ml, zlewkę na 250 ml, łaźnia wodna (garnek z wodą), mini-mikser (spieniacz do mleka), wagę z dokładnością do 0,1 g, łyżeczkę, słoiczek na 50 ml.

Faza tłuszczowa
• Olej jojoba złoty     4,0 g
• Macerat z marchewki     1,2 g
• Masło waniliowe     3,2 g
• GMS     1,2 g
• GSC     1,2 g
• Alkohol cetylowy     1,2 g

Faza wodna
• Hydrolat geraniowy     26,4 g
• Gliceryna roślinna     1,2 g

Dodatki
• Witamina E     10 krop

• Konserwant DHA-BA     0,4 g

samoopalacz 1samoopalacz 3

Do zlewki na 250 ml odważamy olej jojoba, masło waniliowe, alkohol cetylowy i emulgatory. Wkładamy zlewkę do łaźni wodnej i podgrzewamy, aż do roztopienia składników. Do zlewki na 100 ml odważamy hydrolat i glicerynę, a następnie podgrzewamy w łaźni wodnej, tak aby osiągnąć temperaturę podobną do temperatury zlewki z fazą tłuszczową (około 50 °C). Kiedy faza tłuszczowa się roztopi, wyjmujemy obie zlewki z łaźni i łączymy je przez dodanie cienkim strumieniem fazy wodnej do fazy tłuszczowej, jednocześnie stale mieszając mini-mikserem całą zawartość zlewki na 250 ml. Po około 2 minutach krem zacznie nabierać odpowiedniej konsystencji, przypominającej gęstą śmietanę. Musimy poczekać aż krem trochę przestygnie, około 5 minut, tak żeby temperatura nie była wyższa niż 30 ºC. Po tym czasie do kremu odważamy macerat z marchewki (bardzo wrażliwy na temperaturę i światło) i ponownie mieszamy mini-mikserem. Kiedy pomarańczowy kolor równomiernie rozprowadzi się po kosmetyku, dodajemy witaminę E, konserwant i znowu mieszamy. Na koniec przekładamy mazidło do słoiczka. Pamiętajmy, żeby robić to ostrożnie, ponieważ krem samoopalający z marchewki, może pozostawić plamy, z którymi potem będziemy miały duży problem.

Po nałożeniu samoopalacza z marchewki na twarz i szyję, trzeba go dokładnie rozprowadzić, a następnie umyć dłonie, żeby uniknąć pomarańczowych plam na skórze. Jeżeli będziemy używać samoopalacza regularnie, to ozłoci on Naszą skórę na dłuższy okres, ale jeśli będziemy go używać od czasu do czasu, to będzie się zachowywał raczej jak „naturalny fluid”, ale nie kryjący.

samoopalacz 2

2 przemyślenia nt. „Trochę słońca zimą, czyli naturalny samoopalacz

  1. Czy taki samoopalacz nie zabrudza skóry? Efekt wynika z wniknięcia karotenu w skórę, czy tego, że marchewka naturalnie barwi ciało na pomarańczowo?

    1. Efekt brązujący wynika z tych dwóch właściwości, dlatego tak ważne jest, żeby nie przesadzić ze stężeniem maceratu z marchewki. Bezpośrednio po nałożeniu naturalnego samoopalacza, skóra może brudzić ubrania, ale po wchłonięciu się kremu (dla bezpieczeństwa można poczekać 10 min) nie ma tego problemu. Przy długotrwałym i systematycznym stosowaniu skóra nabiera brązowy odcień wynikający z wchłaniania naturalnego beta-karotenu.
      Może któraś z czytelniczek już stosowała podobne kremy, jak tak podzielcie się obserwacjami.

Dodaj komentarz